| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
1. Adres
2. Księga gości
3. Warszawa - fotoblogi
4. Warszawa w sieci
5. Inne miejscowości
6. Fotoblogi, fotostrony

*** 
Photorama's *** | Toplist

blogi

Photo Blogs - BlogCatalog Blog Directory

Stronę monitoruje stat24

Licznik liczy od 17.07.2007 r.

użytkownicy, wizyty, odsłony


Wieżowce i architektura nowoczesna

poniedziałek, 18 maja 2009

Warszawa - Marriott

O starym poczciwym Mariottcie rozpisywałem się już kiedyś, dzisiaj wklejam po prostu zdjęcie. Tak prezentuje się Marriott w chwili, gdy kolejny dzień odchodzi powoli do przeszłości, by ustąpić miejsca kolejnej nocy.

A, właśnie przypomniał mi się ogromny Pewex, który tam kiedyś funkcjonował i ogromne nagromadzenie klocków Lego, na które co prawda w domu pieniędzy nie było, ale chociaż popatrzeć sobie mogłem. Zawsze coś :)

Pamiętacie jeszcze ten Pewex?

piątek, 17 kwietnia 2009

Marriott - Warszawa

Przedstawiałem już różne warszawskie wieżowce na tym blogu, teraz czas na Marriott. To ten wieżowiec z lewej strony zdjęcia, gdyby ktoś nie wiedział :)

Od razu warto zaznaczyć, że oficjalna nazwa budynku to "Centrum LIM" (tak przynajmniej podaje Wikipedia), a "Marriott" to jedynie nazwa potoczna, wywodząca się od mieszczącego się w tym budynku hotelu. Ponieważ jednak jest to nazwa bardzo silnie ugruntowana w świadomości warszawiaków, więc i ja konsekwentnie będę nazywał ten budynek Marriottem.

Marriott jest budynkiem o tyle ciekawym, że powstał jeszcze w czasach PRL-u. Budowę rozpoczęto w 1980 r. a zakończono 9 lat później - akurat gdy komuna upadała. Ale w sumie to jestem jako entuzjasta wieżowców bardzo wdzięczny komunistom, że nie bali się budować wysoko - zapoczątkowało to nowy trend w warszawskim budownictwie, który potem był z powodzeniem kontynuowany i tak o to mamy w Warszawie trochę wieżowców i kolejne w planach. Czy byłoby to możliwe, gdyby nie ten poczciwy Marriott? Obawiam się, że mogłyby być z tym problemy. Dlatego choć Marriott, biorąc pod uwagę dzisiejsze realia, nie jest specjalnie wysoki (140 metrów do dachu, wraz z anteną 170 metrów), to jednak myślę o nim ciepło.

Sam budynek mieści w sobie hotel, biura, punkty usługowe, centrum medyczne, sklepy oraz pub sportowy "Champions", gdzie niejeden mecz obejrzałem i niejedno piwo wypiłem. Jest co wspominać :)

No sami powiedzcie, chyba nie jest taki zły ten Marriott, co? :)

wtorek, 24 lutego 2009

Warszawa

Dziś będzie o wieżowcu Rondo 1 i o bluzgającym panu Durczoku - ot taka dwutematyczna notka, czasem takie mi się trafiają. Zacznijmy jednak od wieżowca, albowiem w odróżnieniu od pana Durczoka mam go na zdjęciu.

Rondo 1 to ten wysoki biurowiec w środku kadru. Z reguły przedstawiany jest na fotkach w pięknym słońcu lub wieczorem, gdy elegancko lśni na tle granatowego nieba. Tak, ja również przedstawiałem ten wieżowiec w całkiem korzystnym świetle, za to później dla odmiany utopilem go w kałuży. A dziś pora na siermiężny zimowy realizm, w końcu takie światło towarzyszy nam w zimowe dni najczęściej. Owszem, zdaję sobie sprawę, że wolicie zdjęcia słoneczne, ale skoro na niebie nie widać słońca...

To teraz garść podstawowych infromacji. Budynek stoi przy Rondzie ONZ (1 przystanek od Dworca Centralnego) i liczy sobie 192 metry wysokości - trochę mało, ale zawsze coś. Oddano go do użytku w 2006 roku, wcześniej przez długie lata był w tym miejscu trawiasty skwerek służący jako toaleta dla okolicznych psów. Cechą charakterystyczną budynku, a zarazem jego wielkim plusem jest to, że jego parter jest ogólnodostępny dla warszawiaków, mieszcząc sklepy, kawiarnie i punkty usługowe. No i windy są tam niesamowicie szybkie, podobno najszybsze w Warszawie. Miałem okazję jechać tymi windami, to naprawdę robi wrażenie! Więcej o budynku można przeczytać w Wikipedii lub na stronie oficjalnej.

A teraz przejdźmy do Kamila Durczoka. O filmie przedstawiającym pana Kamila rzucającego mięsem na lewo i prawo pewnie już wszyscy słyszeli i całą sprawę znają, niemniej jednak pozwolę sobie ten filmik podlinkować:

http://www.greekclips.com/view_video.php?viewkey=6000be6a6df652806715

Dobra, to teraz wyjaśnię, czemu to robię. Nie, nie wkurzył mnie specjalnie bluzgający pan Durczok, chociaż z ilością przekleństw chyba jednak przesadził, a i sposób zwracania się przez niego do współpracowników pozostawia wiele do życzenia. Problem leży gdzie indziej, tym problemem jest postawa towarzyszy z TVN.

Otóż towarzysze z TVN (stacji, której pracownikiem jest pan Durczok) robią wszystko, aby zablokować emisję tego filmu w internecie. Ich działania spowodowały, że film zniknął już z popularnego serwisu YouTube i z paru innych sieciowych miejsc. I właśnie próba cenzurowania przez TVN internetu budzi mój głęboki niesmak i niepokój zarazem. Nie pierwszy to zresztą przypadek, gdy wielkie i wpływowe korporacje próbują założyć sieci kaganiec. I tak naprawdę od nas samych zależy, czy internet będzie w przyszłości funkcjonował jako wolne medium i miejsce swobodnej wymiany informacji, myśli i poglądów, czy też zostanie zaduszony przez wielkie korporacje i zniszczony przez cenzurę.

Dlatego oglądajcie ten filmik i informujcie o tym linku swoich znajomych, aby i oni obejrzeli. Nie dlatego, aby potępić pana Durczoka (chociaż jak ktoś chce potępić, to niech potępia, jego sprawa), ale po to, aby udrożnić przepływ informacji, który wielkie korporacje próbują bezczelnie zablokować.

Internet jest nasz i nie może być inaczej!

piątek, 23 stycznia 2009

Warszawa - wieżowce

Słuchajcie, sytuacja jest trudna. Przyjeżdża dziś do mnie rodzina, żona pognała mnie do sprzątania, nie mam czasu na napisanie sensownej notki. Wszelkie głosy współczucia mile widziane.

Napiszę zatem tylko, że zdjęcie zrobiłem na Rondzie ONZ. I koniec, lecę odkurzać.

Fajnie mam, co nie? :)

wtorek, 30 grudnia 2008

Warsaw Trade Tower

To, co widzicie na zdjęciu, to wieżowiec o szumnej nazwie Warsaw Trade Tower. Oczywiście nie dało się tego nazwać po polsku, prawda? Wieżowiec stoi sobie na warszawskiej Woli, przy skrzyżowaniu Towarowej i Chłodnej.

Najpierw kilka słów o samym budynku. Liczy sobie 208 metrów wysokości (2.miejsce w Warszawie, zaraz po Pałacu Kultury), a wzniesiono go w latach 1997-99. Inwestorem był koreański koncern Daewoo, dlatego też obiekt przez lata określano potocznie jako "wieżowiec Daewoo". Koreański gigant okazał się jednak kolosem na glinianych nogach i najzwyczajniej w świecie splajtował, a wieżowiec wykupiła jedna z amerykańskich firm i posiada go do dziś. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego budynku, zapraszam na jego oficjalną stronę lub polecam artykuł w Wikipedii.

A samo zdjęcie... Zrobiłem je, stojąc przy ulicy Wroniej. Cóż, ujęcie jest nieco nietypowe. Nie zobaczycie podobnych ujęć na oficjalnej stronie wieżowca, nie spotkacie go w reklamowych folderach ani w materiałach promujących Warszawę. Bo też chyba przyznacie, patrząc na to zdjęcie, że nie ma się czym chwalić. I jeśli ktoś nie wiedział, czemu ten obszar Woli określa się niekiedy jako "Dziki Zachód", to teraz już wiedzieć powinien.

Nie, nie chcę narzekać, cała okolica mimo wszystko dynamicznie się zmienia. Wokół znikają kolejne rudery i puste przestrzenie, a w ich miejsce wyrastają nowe okazałe wieżowce, biurowce, apartamentowce... To puste miejsce, które widzicie na zdjęciu, też pewnie ktoś planuje zabudować. Kto wie, może nawet są już gotowe plany, może jest już pozwolenie na budowę? Ale niestety jest jeden problem - kryzys. Kryzys może skutecznie wstrzymać planowaną inwestycję.

Bo z kryzysami jest ten problem, że lubią potężnie uderzyć w rynek nieruchomości. Banki nie chcą kredytować inwestycji (same też mają często problemy z płynnością finansową), ludzie wolą oszczędzanie od szastania pieniędzmi, w efekcie deweloperzy nie mają dla kogo budować, a sami też boleśnie odczuwają skutki wielu chybionych decyzji podjętych w okresie rozgrzanej koniunktury. Żyło się ponad stan, płaciło się za grunty grubo powyżej ich realnej wartości, to teraz trzeba pocierpieć.

Nie, nie żal mi banków, które żyły - trzeba to sobie uczciwie powiedzieć - z lichwy i bezwzględnego dojenia ludzi. Nie żal mi instytucji finansowych, które wciskały ubogim ludziom kredyty po to, aby później z premedytacją pozbawić ich dorobku życia i sprzedać z zyskiem "odzyskaną" nieruchomość, korzystając z ówczesnej koniunktury na rynku, kiedy to ceny nieruchomości szły ostro w górę. Nie żal mi tych, którzy, wyzuci z wszelkich moralnych wartości, kierowali się jedynie chorą pazernością, doprowadzając w efekcie do kryzysu. W tym sensie wspieranie upadłych banków z publicznych pieniędzy musi budzić mój sprzeciw. Ludzie, którzy źle zainwestowali, mogą iść na bruk, ale pazernym i źle zarządzanym bankom upaść nie pozwolimy - czy to jest uczciwe? Czy to ma być wolny rynek? Na razie zastrzyk publicznych pienędzy dostają banki amerykańskie, ale jak myślicie, czy w Polsce byłoby inaczej? Oczywiście, że nie!

Nie żal mi też deweloperów, którzy biorąc od ludzi kosmiczne pieniądze, często ich naciągali, wykorzystując swoją silną pozycję na rynku dotkniętym głodem mieszkań. A to wciskanie niekorzystnych umów, a to znaczne opóźnienia w realizacji inwestycji, wymuszanie kolejnych dopłat od przyszłych mieszkańców, wreszcie zwykłe partactwo i niesolidność - takie to czasy mieliśmy jeszcze niedawno. Pozostaje mieć nadzieję, że i na deweloperów kryzys podziała otrzeźwiająco i pozwoli wyeliminować przynajmniej niektóre patologie.

Tylko jest jeden problem - kryzys oznacza też wstrzymanie wielu inwestycji. Przykład mieliśmy ostatnio we Wrocławiu, gdzie rozpoczęto budowę najwyższego w Polsce apartamentowca, po czym z powodu braku chętnych na mieszkania prace przerwano. A więc ja się obawiam, że wiele inwestycji warszawskich czeka podobny los, a puste pola (w tym to, które widzicie na zdjęciu), jeszcze przez długi czas będą straszyć.

Ale z drugiej strony... Czasem trzeba porządnie się rozchorować, aby dopiero wtedy, po szczęśliwym wyleczeniu, zacząć wreszcie dbać o zdrowie. Mam zatem nadzieję, że obecny kryzys pozwoli wyleczyć wiele patologii związanych z bankowością i nieruchomościami i otworzy oczy ślepcom, którym chęć zysku, zysku za wszelką cenę i po trupach, przesłoniła wszystko.

A gdyby tak miało być, gdyby miało dojść do wyleczenia chorego systemu, to widok tych pustych pól i samotnego wieżowca jeszcze przez ileś lat jestem w stanie przeboleć. Kiedyś przecież te pola zabudują, tylko najpierw na rynku musi zapanować normalność i uczciwość. Czego sobie i wszystkim życzę.

Amen.

wtorek, 28 października 2008

wieżowiec - ulica marszałkowska

Zdjęcie jest w sumie takie sobie, ale ma jedną zaletę - trochę słońca. W taki dzień, jak dziś, ma to znaczenie :)

Widoczny na zdjęciu wieżowiec stoi w pobliżu skrzyżowania Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, jest elementem tzw. Ściany Wschodniej. Cóż to takiego ta Ściana Wschodnia? Wszystko jest opisane tutaj:

http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Aciana_Wschodnia_w_Warszawie

Jednym z elementów owej Ściany są trzy wieżowce, jeden widzicie właśnie na zdjęciu. Budynek oddano do użytku w 1969 roku, liczy sobie 85 metrów. Dziś jest to malutko, kiedyś to było coś!

Cóż, budynek obecnie nie prezentuje się zbyt ciekawie, pozostałe dwa również... Coś tam pisali o planach remontu elewacji, ale szczegółów nie znam. Pozostaje mieć nadzieję, że nie chodzi tu o obicie całości styropianem i pomalowanie w kolorowe wzorki. Pożyjemy, zobaczymy...

A widzicie te czerwone parasole na dole? Tuż obok, w budynku po prawej stronie, mieści się pierwszy w Warszawie i ogólnie pierwszy w Polsce bar McDonald's (nie wiem, czemu sami siebie tytułują "restauracją", skoro ewidentnie jest to bar) - otwarto go w 1992 roku. Do dziś pamiętam tłumy, które przybyły na otwarcie, ogromne kolejki przed wejściem oraz ochroniarzy, którzy z trudem panowali nad sytuacją. Takie to były czasy - bar z niezdrowym jedzeniem, dziś kojarzącym się raczej z paszą niż posiłkiem dla ludzi, był wtedy jednym z symboli Zachodu. I każdy chciał tego symbolu, zamkniętego w kawałku bułki i podlanego jakimś sosem, skosztować. Nie ukrywam, ja również :)

I tylko drugiej strony Marszałkowskiej wciąż żal... Ale o tym już w innej notce.

piątek, 26 września 2008

warszawskie wieżowce

Wiem, że to zdjęcie jest mało odkrywcze. Wiem, że ten widok już się na blogu przewijał. Powiem uczciwie - nie miałem wczoraj czasu na bieganie z aparatem po mieście (myślałem, że będzie inaczej, niestety nie było), a koniecznie, po prawie 2 tygodniach posuchy, chciałem Wam pokazać odrobinę warszawskiego słońca. I tylko to zdjęcie udało mi się zrobić, więc pokazuję to, co mam.

Ale skoro już przy tym widoku jesteśmy... Widzicie ten niski biały budynek z niebieskimi wypustkami? To jest hotel Holiday Inn, ale nie to jest tu istotne. Istotne jest to, że istnieją plany, aby ten hotel rozebrać i postawić w tym miejscu wieżowiec liczący... 350 metrów. Powtarzam, 350 (słownie: trzysta pięćdziesiąt) metrów. Więcej o tych planach przeczytacie tutaj:

http://www.bryla.pl/bryla/1,85301,5032281.html

Dla porównania - Pałac Kultury, obecnie najwyższy budynek Warszawy (niestety!) liczy wraz z iglicą zaledwie 231 metrów. Ale jeśli zostaną zrealizowane wszystkie plany inwestorów, już wkrótce może spaść na zasłużone 4.miejsce (bo jeszcze dwa wyższe od niego wieżowce są planowane w Warszawie).

Co sądzicie o pomyśle postawienia w Warszawie 350-metrowego wieżowca? Ja od siebie powiem jedno - nie bójmy się wysokości! Jasne, że wysokość 350 metrów może na pierwszy rzut oka szokować, a niektórych wręcz przestraszyć, ale naprawdę nie ma się czego bać, w wielu miastach świata tego typu wysokość budynków już od dawna jest czymś normalnym i oczywistym. Warszawa też już dojrzała do tego, aby zerwać z tzw. europejską skalą zabudowy. Europa się kończy, postęp i rozwój to Ameryka i Azja, tam jest przyszłość. Dlatego i budynki w amerykańsko-azjatyckiej skali nie są niczym złym, wręcz przeciwnie.

Nie bójmy się zmian na lepsze!

piątek, 08 sierpnia 2008

solniczka na ochocie

Ten 88-metrowy biurowiec w dzielnicy Ochota (przy Al.Jerozolimskich) warszawiacy często nazywają "solniczką". I trudno się dziwić, patrząc na kształt tego budynku. Ale najciekawsze jest to, że inwestor planował swojego czasu wybudować 5 takich "solniczek" tuż obok siebie. W międzyczasie jednak zbankrutował i plany wzięły w łeb, co mnie osobiście bardzo cieszy - już jedna "solniczka" to stanowczo zbyt dużo, a pięć stojących obok siebie "solniczek" to byłaby masakra na warszawskim krajobrazie. A przecież warszawski krajobraz zmasakrowany jest już wystarczająco :(

Ponieważ jednak życie nie znosi próżni, obok "solniczki" wyrosną za jakiś czas gigantyczne bloki:

http://www.wirtualna.warszawa.pl/w/080404/gigantyczne-bloki-stan%C4%85-na-ochocie

To ja sam już nie wiem, co lepsze a co gorsze...

Oczywiście nie chcę Wam swojego zdania narzucać, być może "solniczka" bardzo Wam się podoba. To jak, podoba się? :)

czwartek, 31 lipca 2008

warszawskie wieżowce

Piąć się w górę czy taplać się w kałuży? Cóż, bardzo wiele zależy od punktu widzenia :)

I tak sobie teraz myślę, że pisanie bloga jest jak te wieżowce i kałuża. Publikujesz jakąś treść i wtedy inni mogą Ciebie ocenić - dla jednych to, co napisałeś, to dzieło wysokich lotow, według innych sięgasz dna, a nieraz wręcz taplasz się w bagnie. I to jest właśnie piękne, ta różnorodność ocen, poglądów i opinii. To mnie trzyma przy blogowaniu.

Owszem, nie raz próbuje się blogowe treści jakoś sklasyfikować, posegregować, zaszufladkować. Weźmy na przykład taki Syndykat - to jest właśnie klasyczne szufladowanie. Jesteś w Syndykacie - znaczy się piszesz ciekawie, wynika to z samego faktu przynależności do Syndykatu. Cała zaś reszta blogów to według autorów tej klasyfikacji chłam, tu eufemistycznie nazwany szumem. Czy takie podejście jest właściwe? Otóż nie jest, świat blogów jest zbyt złożony, aby go szufladkować w taki prymitywny sposób, z gracją i wdziękiem enerdowskiej obrabiarki. Między innymi dlatego nie należę do Syndykatu, a tych należących zachęcam do wypisania się. Przynależność do Syndykatu to obciach.

Ja wolę pozostać sobą, wymykać się wszelkim klasyfikacjom (a już zwłaszcza klasyfikacjom tak prymitywnym), nie podpsiywać żadnych syndykatowych lojalek i po prostu cieszyć się blogowaniem, czasem sięgać gwiazd, a czasem taplać się w kałuży i błocie. Tylko takie blogowanie ma dla mnie sens.

PS. Miałem dalej pisać o tym nieszczęsnym Syndykacie, ale jednak zostawie sobie to na później, niejako na deser. Teraz tylko zacytuję jedno zdanie z syndykatowej strony:

Syndykat ma za zadanie kierować ruch do ciekawych blogów.

I to zdanie dowodzi, że nie dorosłem do blogowania. Bo ja w swojej naiwności myślałem, że niektóre blogi cieszą się dużą popularnością właśnie dlatego, że są ciekawe (czyli ludzie chcą je czytać). A zatem nie trzeba tam kierować ruchu, bo ten ruch już jest, na tych ciekawych blogach. A tu się okazuje, że na ciekawe blogi ruch trzeba dopiero kierować. Jest to zaiste przełom kopernikański w blogowaniu i jestem wdzięczny autorom tego zdania, że oświecili mnie wreszcie, wyprowadzając z mroków średniowiecza.

To może jednak zapiszę się do tego Syndykatu? Wszak takie mądrości na tej ich stronie wypisują, a ja zawsze starałem się być otwarty na wiedzę :)

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

architektura nowoczesna

Aleją Jana Pawła II pomykał sobie dziarsko jakiś rowerzysta. Fajnie to wyglądało - tyle pasów, a tu zamiast masy samochodów jedzie sobie rower. I bardzo dobrze, w wielu miastach świata postawiono na rower i w Warszawie pojazd ten także sprawdza się świetnie, czego wiele razy doświadczyłem osobiście. W tym kontekście w pełni popieram pomysły, aby część naszych dróg odebrać kierowcom i przekazać rowerzystom. To sprawdziło się na całym świecie, a więc sprawdzi się i u nas. Trzeba tylko chcieć! Ale chyba musimy poczekać na moment, gdy będą rządzić Warszawą ludzie o szerokich horyzontach, nie ograniczonych perspektywą samochodu, który w tym przypadku działa niczym klapki na oczach.

Tyle o rowerach, chociaż kiedyś planuję poświęcić im znacznie dłuższą notkę. Teraz będzie o zabudowie. Spójrzcie tylko! Czy ktoś nie znający Warszawy domyśli się, że to właśnie nasze miasto, miasto w Polsce, w Europie? Toż to klimaty amerykańsko-azjatyckie!

Czy to źle? Nie, to dobrze, bardzo dobrze! Właśnie dlatego uważam, że Warszawa jest fantastyczna. Bo tu jest kawałek Europy, ale też kawałek Azji i kawałek Ameryki. Tu jest wszystko. To miasto ma wiele twarzy i niejednym potrafi zaskoczyć. Czasem zaskoczyć negatywnie (ech, te nasze dworce...), ale czasem zadziwić i zachwycić. Zresztą powiem Wam szczerze, ja Europy tak naprawdę nie lubię, uważam ją za zastygłą w rozwoju i przeżartą dekadencją. Pociąga mnie Ameryka, fascynuje Azja. Ot taki już jestem :)

Ale jeśli miałbym czerpać coś z Europy, to właśnie rowery. Bo rowery są fajne i apolityczne - równie dobrze może nimi jeździć zwolennik prawicy, zatwardziały lewicowiec, homofob i gej. I oni wszyscy zawsze dojadą szybciej, niż samochodziarze :)

poniedziałek, 17 marca 2008

.

Tak wygląda warszawskie centrum widziane z ul.Filtrowej na Ochocie. Jeśli władze Warszawy niczego nie popsują, to ten widok z czasem się zmieni - obok hotelu Marriott (info dla nie-warszawiaków: to ten drugi, licząc od prawej strony) wyrośnie 250-metrowy wieżowiec projektu Zahy Hadid. Wyższy od Pałacu Kultury, wreszcie! Szczegóły możecie poznać np. tutaj:

http://www.bryla.pl/bryla/1,85301,4769905.html

A zatem trzymajmy kciuki za nasze warszawskie władze - niech nie zabraknie im odwagi. Przed wyborami pani Gronkiewicz-Waltz pisała w swoim programie wyborczym o swoim poparciu dla zabudowy wysokiej, teraz czas dotrzymać słowa. Rośnij nam w górę, Warszawo!

wtorek, 04 marca 2008

.

Ten fragment Warszawy wygląda dosyć osobliwie. Ulica szeroka jak rzeka, estakada w środku miasta zbudowana za czasów towarzysza Gierka i nowoczesna zabudowa. Jednym słowem prawie jak Ameryka :)

To, co jest dobre dla kierowców, nie jest niestety dobre dla pieszych - otoczenie zdecydowanie nie zachęca do spacerów. Inna sprawa, że można tu wiele poprawić. Przede wszystkim trzeba zastapić funkcjonujący tuż obok gigantyczny parking, który z pewnością doczeka się kiedyś oddzielnej notki, normalną i przyciągającą ludzi miejską zabudową (może być nowoczesna, czemu nie?) i jakoś to będzie wyglądało. No i moje ciche marzenie - oprócz przejść podziemnych normalne przejścia dla pieszych. Koncepcje urbanistyczne, w myśl których na ulicach królować miał samochód, a pieszy niczym szczur miał przemykać podziemiami, odchodzą już w cywilizowanym świecie do lamusa historii, więc może warto w końcu wyciągnąć z tego jakieś wnioski? I proszę się nie bać, te normalne naziemne przejścia nie zablokują ruchu. On już jest przecież zablokowany, gdyż samochody tkwią w całej okolicy w gigantycznych korkach i zapewne dalej tkwić będą. 

A teraz o towarzyszu Walterze. Nie chodzi tu o niejakiego Karola "Waltera" Świerczewskiego, który "kulom się nie kłaniał", lecz o Mariusza Waltera, właściciela koncernu ITI. Widzicie ten napis "Multikino"? Ta sieć kin jest częścią koncernu ITI, a więc należy do pana (a może raczej towarzysza?) Waltera, dawnego komunistycznego aparatczyka, dobrego znajomego niejakiego Jerzego Urbana. Tak samo do tego pana należy m.in. portal Onet.pl oraz telewizja TVN, królowa "wolnych mediów". A także należy do niego Legia - ukochany klub warszawiaków.

I nie pisałbym o towarzyszu Walterze, gdyby nie to, z jaką premedytacją niszczy on klub, któremu kibicuję ja, któremy kibicują tysiące warszawiaków i nie tylko. Gardzi jego tradycją, historią, kibicami, ludźmi związanymi z klubem od lat.

No to teraz przybliżę postać człowieka, który niszczy Legię oraz z ogromnym zapałem tworzy "wolne media". Biografię ma gość niezwykle ciekawą, więc czytajcie uważnie:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,9932,wid,9434942,prasaWiadomosc.html?ticaid=15787

I co, podoba Wam się biografia towarzysza Waltera? Cóż, może po prostu należy wyrazić zachwyt, że dawny komunistyczny prominent tak wspaniale odnalazł się w kapitalistycznej rzeczywistości i stworzył takie fantastyczne imperium medialne. A może jednak ten i ów mu dopomógł? Pytania, pytania, pytania...

PS. Tak między bogiem a prawdą, to sam czasem oglądam TVN i zerkam na Onet.pl. To są niewątpliwie przedsięwzięcia robione profesjonalnie. Czemu zatem Legia ma takiego pecha, że przy tym samym właścicielu profesjonalizmu nie ma tam za grosz? Ot kolejne pytanie...

 
1 , 2