| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
1. Adres
2. Księga gości
3. Warszawa - fotoblogi
4. Warszawa w sieci
5. Inne miejscowości
6. Fotoblogi, fotostrony

*** 
Photorama's *** | Toplist

blogi

Photo Blogs - BlogCatalog Blog Directory

Stronę monitoruje stat24

Licznik liczy od 17.07.2007 r.

użytkownicy, wizyty, odsłony


Ursus i Włochy

wtorek, 09 czerwca 2009

Ursus 1

Ursus 2

Przy ulicy Dzieci Warszawy w Ursusie znajduje się mały park oraz staw. A oprócz tego znajdują się tam również odpowiednie tabliczki przypominające nam o tym, że władza o nas dba, władza czuwa, władza trzyma rękę na pulsie. Nawet w tym parku i nawet koło stawu. W samym stawie pewnie zresztą też.

Cieszę się, że ktoś czuwa, że ktoś pamięta, ktoś patrzy i moniotoruje. Dzięki temu nie czuję się w tym parku i nad tym stawem osamotniony...

Piękne uczucie, prawda?

czwartek, 28 maja 2009

Skorosze

Skorosze, ul.Rakietników

Współczesne Skorosze z pewnością wielu ludziom kojarzą się z blokowiskiem. Spieszę zatem wyjaśnić, że Skorosze to nie tylko bloki.

W dawnych czasach Skorosze były wsią, o której wzmianki pojawiały się już w 16.wieku (szczegóły znajdziecie np. w Wikipedii), a w latach 1916-37 były nawet stolicą gminy. Z czasem stały się częścią miasta Ursus i wraz z całym miastem włączono je w 1977 r. do Warszawy.

Jako, że była to niegdyś podwarszawska wieś, powstała tam swego czasu typowo podmiejska zabudowa - wąskie ulice, niskie domki, czasem małe kamieniczki, coś jak w pobliskich Włochach, tylko na mniejszą skalę. I choć z czasem w sąsiedztwie zaczęły pojawiać się socrealistyczne budynki, PRL-owskie bloki a ostatnio blokowiska współczesne, to sporo dawnej niskiej zabudowy przetrwało do dziś, uzupełniono ją zresztą tu i ówdzie o współczesne wypasione wille.

Na zdjęciach widzicie jeden ze starych budynków i z przykrością muszę stwierdzić, że dom jest opuszczony i się sypie. Być może ktoś czeka, aż domek się rozleci i postawi na opuszczonej już działce mały bloczek (zmieści się, za domem działka jest spora). Kto wie, Warszawa to ciągły ruch i ciągłe przekształcenia...

A najbardziej i tak nazwa ulicy mnie ujęła! :)

piątek, 15 maja 2009

Skorosze

Skorosze, dzielnica Ursus

Oprócz starych blokowisk mamy też w Warszawie blokowiska całkiem nowe, świeżutkie. Jednym z takich nowiutkich blokowisk są Skorosze.

Co tu ukrywać, blokowisko jest dokładnie takie samo, jak inne nowe blokowiska - czyli domy ogrodzone płotem (choć o dziwo trafiłem też na parę nieogrodzonych!), upakowane maksymalnie gęsto, do tego dochodzi układ drogowy całkowicie niedostosowany do obecnych potrzeb. Czyli mówiąc prościej, brakuje ulic. Gdy robiłem te dwa zdjęcia, za moimi polecami znajdowało się małe centrum handlowe. To teraz widzicie, jaki "wspaniały" jest dojazd i dojście z tego centrum do nowych bloków. No owszem, można objechać pół dzielnicy i dotrzeć tam naokoło, żaden problem. Ewentualnie kupić sobie terenówkę - też da radę. Dodatkową "atrakcją" osiedla jest mieszcząca się w pobliżu sortownia śmieci, z której na całą okolicę rozprzestrzeniają się szczury. Zresztą przeczytajcie sami:

http://www.wirtualna.warszawa.pl/w/071122/stada-szczur%C3%B3w-grasuj%C4%85-w-ursusie

Osiedle leży na samym krańcu Warszawy, w dzielnicy Ursus. Dzielnica ta chce uchodzić za "nowoczesną". Co to oznacza w praktyce? Otóż Ursus jest powszechnie kojarzony z fabryką traktórów, a obecnym władzom mocno się to nie podoba i chciałyby to zmienić.

Nie chcemy, by Ursus był kojarzony tylko z fabryką ciągników – twierdzą urzędnicy. Zapowiadają kampanię, która ma zmienić wizerunek dzielnicy.

Często jesteśmy postrzegani jako podwarszawska gmina produkująca traktory. A przecież Ursus to nowoczesna dzielnica Warszawy. Musimy o tym wszystkim przypomnieć – zaznacza wiceburmistrz Jolanta Dąbek.

Dlatego w kwietniu zacznie się kampania promująca nowy wizerunek Ursusa. Będą ulotki, plakaty, bannery ze zdjęciami nowoczesnych osiedli, placów zabaw, parków. Zostanie też ogłoszony konkurs na maskotkę dzielnicy i projekt rzeźby przedstawiającej niedźwiedzia, bo to on jest w herbie Ursusa. Do współpracy przyłączają się deweloperzy, m.in. budująca osiedle Skorosze firma Ebejot.

– Rzeźba ma stanąć właśnie na Skoroszach. Ale nie wiemy, czy będzie to miś koala czy groźny niedźwiedź. O tym zdecydują mieszkańcy – przyznaje Jarosław Jaczewski z Ebejot.

To część tekstu, całość znajdziecie tutaj:

http://www.zw.com.pl/artykul/226846,343879_Jesli_nie_traktor__to_co_.html

Cóż, każdy ma prawo leczyć swoje kompleksy i urzędnicy z Ursusa też je w taki a nie inny sposób leczą, tu mogę tylko życzyć powodzenia. Ale jednak nasuwa się tutaj oczywiste chyba pytanie - czy stojące na kupie bloki, biegające po osiedlach szczury i niewydolny układ komunikacyjny naprawdę świadczą o nowoczesności? Ja mam jednak poważne wątpliwości.

Nie, nie twierdzę, że dzielnica Ursus jest jako całość jakaś felerna. Wręcz przeciwnie, jest zupełnie niezła, ale to, co jest tu niezłe, a niekiedy wręcz wartościowe, zostało ukształtowane lata temu. Czasy współczesne to już niestety porażka.

Tak, mają o czym myśleć ursuskie władze...

niedziela, 19 kwietnia 2009

Warszawa-Gołąbki

Wszystko ma swój początek i Warszawa również ma. Czasem ten początek można całkiem zgrabnie sfotografować.

Na załączonym obrazku możecie podziwiać południowo-zachodnie obrzeża miasta. Za moimi plecami jest powiat pruszkowski, a przede mną... Warszawa oczywiście! Nie widać co prawda z tego miejsca Zamku Królewskiego, nie widać warszawskich wieżowców, ale jest to tak czy siak Warszawa pełną gębą, o czym zaświadcza stosowna tabliczka. Gdybyż jeszcze ta tabliczka taka koślawa nie była...

Asfaltowa szosa, którą widzicie, to ulica Bony (to ta królowa od włoszczyzny), a widoczna na zdjęciu część Warszawy nosi piękną i dumną nazwę Gołąbki. Leżą sobie owe Gołąbki na samym krańcu dzielnicy Ursus, a warszawskie stały się dopiero w 1977 r. To tak tytułem wprowadzenia, za jakiś czas napiszę o Gołąbkach nieco więcej, posiłkując się odpowiednimi zdjęciami. 

Fajnie się ta nasza stolica zaczyna...

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Warszawa-Włochy, ul.Czereśniowa

Włochy - Czereśniowa

1 stycznia 2009 r. zawitała do Warszawy prawdziwa zima. I wszystko wskazuje na to, że właśnie odchodzi :(

Jeszcze leży na ulicach trochę śniegu, ale zimowa magia już odeszła. To już nie jest śliczny biały puch, to mokra nadtopiona breja, tu i ówdzie rozjeżdżoma przez samochody i przeżarta kilogramami soli. 1 stycznia podziwialiśmy piękny początek, dziś możemy obserwować smutny koniec.

Czy prawdziwa zima jeszcze do Warszawy powróci? Pytanie pozostaje otwarte.

Miejsce: Włochy, ul.Czereśniowa.

PS. Pamiętajcie o SMS-ach! F00227 na numer 7144 - oto zadanie na najbliższe dni. Koniec głosowania jest 22 stycznia o godz. 12, więc czasu zostało coraz mniej. Dlatego głosujcie, dajcie z siebie wszystko, a jak już wysłaliście SMS-a, to... zabierzcie babci komórkę! Jej głos też się przyda.

Dochód z SMS-ów (koszt SMS-a to 1 zł + VAT) zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dzieci z porażeniem mózgowym. Dlatego warto głosować!

wtorek, 30 września 2008

warszawa-ursus, ul.sosnkowskiego

We współczesnej Polsce coraz więcej usług jest dostępnych całodobowo. Nikogo już nie dziwi całodobowy sklep z alkoholem, całodobowa stacja benzynowa też już dawno stała się standardem, a na wszystkich, którzy pragną strzelić sobie nocą potężną dawkę kalorii, coraz częściej czeka całodobowy McDonald's.

Czy to wszystko? Oczywiście, że nie! Spacer po Ursusie uświadomił mi, że nawet usługi pogrzebowe są teraz dostępne całodobowo. Nie musimy już czekać do rana, nawet w środku nocy możemy załatwić odpowiednią oprawę pogrzebu, elegancką trumnę i ogólnie wszystko to, co jest niezbędne, aby wyekspediować bliskich na tamten świat. Ale i tak jeszcze nie dogoniliśmy USA, tam organizuje się konkursy, w których można wygrać... własny pogrzeb. Spójrzmy:

http://www.tylkomrok.pl/wygrala-wlasny-pogrzeb

Pozostaje mi wyrazić radość, że i w Polsce rozszerza się rynek usług 24/7, a zarazem życzyć każdemu, aby z określonego rodzaju usług korzystać nie musiał. Żyjmy zdrowo i namawiajmy do tego innych! :)

Miejsce: Ursus, ul.Sosnkowskiego.

środa, 17 września 2008

Warszawa-Włochy, ul.Znicz

Znicz

Dziś na blogu dalszy ciąg depresyjnych klimatów, zapraszam zatem na ulicę o pięknej nazwie Znicz.

Ten, kto wymyślił tę nazwę, też musiał mieć ostrą depresję. A może miał po prostu lepsze skojarzenia? Może chodziło mu o znicz olimpijski? No niestety, mi zawsze znicz będzie się kojarzył z grobami i nic na to nie poradzę.

Ulica Znicz leży na obszarze określanym jako Nowe Włochy - to ta część Włoch na północ od stacji kolejowej, czyli mówiąc prościej bliżej Jelonek oraz wiecznie zakorkowanych tuneli na Dźwigowej, które warszawscy kierowcy z pewnością dobrze znają. Ogólnie cała okolica ma małomiasteczkowy charakter, zabudowana jest domami jednorodzinnymi oraz niskim budownictwem wielorodzinnym. Trochę nowych bloków też tam powstaje, na szczęście są to niskie kameralne budynki a nie szpecące okolicę monstrualne bloczydła. Obszar ten należy do Warszawy od 1951 r., ale klimatu małego miasteczka póki co nie stracił.

I tylko ten Znicz... Nie ma co, intrygujaca nazwa.

środa, 10 września 2008

okęcie

okęcie 2

Te zdjęcia zrobiłem na rogu Al.Krakowskiej i Hynka. Tu zaczyna się Okęcie. Zresztą to słychać, hałas samochodów i tramwajów miesza się tu z hałasem wznoszących się w powietrze samolotów.

Takich miejsc, jak to na zdjęciu, często nie zauważamy. Szybko przemykamy samochodem, a gdy idziemy pieszo, instynktownie odwracamy głowę i myślimy o czymś zupełnie innym. A może już się do takich widoków przyzwyczailiśmy na tyle, że nie robią one na nas żadnego wrażenia?

Niestety takie obrazki również składają się na warszawską rzeczywistość. Przestrzeń publiczną cały czas traktuje się u nas jak za przeproszeniem dziwkę, którą można maksymalnie wykorzystać, oddając parę groszy jej alfonsowi - w tym przypadku alfonsem jest Miasto Stołeczne Warszawa. A gdzie dbałość o przestrzeń przyjazną ludziom? Czy to już w ogóle się nie liczy?

Odrębna sprawa to te paskudne pawilony handlowe. Wybudowano to coś w PRL-u i tak to straszy do dziś i pewnie jeszcze przez lata straszyć będzie. Tak oto nałożyły się na siebie dwie warstwy brzydoty - warstwa komunistyczna oraz warstwa będąca chorym dzieckiem polskiej wersji kapitalizmu.

Aleja Krakowska to ulica, którą wjeżdża się do Warszawy od strony Krakowa, Katowic, Łodzi, Wrocławia... Pięknie Warszawa wita swoich gości, nieprawdaż?

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Łopuszańska

Łopuszańska 2

Łopuszańska 3

Łopuszańska 4

Łopuszańska 5

Na początek wyjaśnię, gdzie zrobiłem te zdjecia - zrobiłem je przy ul.Łopuszańskiej między linią kolejki WKD a Al.Krakowską (dzielnica Włochy). Są to generalnie tereny przemysłowo-usługowe, a zabudowa mieszkaniowa występuje w tym miejscu spodardycznie.

Po co w ogóle takie zdjęcia? Ano chciałem tym razem zaprezentować nie miejsca, gdzie spacerujemy z przyjemnością i które z dumą pokazujemy innym, lecz obiekty, które staramy się jak najszybciej ominąć (chyba, że mamy tam konkretne sprawy do załatwienia) i na ich widok instynktownie odwracamy głowę. Uważam, że raz na jakiś czas warto zmienić choć na chwilę sposób myślenia - o fotografii i o mieście.

Na początek fotografia. Wielu uważa, że rolą fotografii jest pokazywać to, co ładne i estetyczne. Pałac w Wilanowie, piękno krajobrazu, zachód słońca... Przykłady możnaby mnożyć. Lubimy też pokazywać jakieś wyjątkowe wydarzenia - defilada wojsk, koncert znanego artysty, czasem dramatyczne zdjęcia z miejsca wypadku... Czy to źle? Nie, to nie jest źle, samemu nie unikam tego typu zdjęć, bo niby czemu miałbym unikać? Tyle, że oprócz tego istnieją także zjawiska czy miejsca, które są... Nie, one nie zawsze są nawet szczególnie brzydkie. Są po prostu nijakie, typowe, banalne wręcz, a przez to niezauważane. Nie rejestrujemy ich w swojej świadomości, a na ich widok często odwracamy głowy. Blok mieszkalny, blaszana buda, prymitywny szyld reklamowy, zapyziały przystanek autobusowy... Czy one nie zasługują na swoje 5 minut w fotografii? Ja uważam, że zasługują znacznie bardziej, niż np. Zamek Królewski. Bo na Zamek tak czy siak każdy zerknie. A czy ktoś zerknie na obskurną budkę i przekrzywiony szyld? Tutaj dopiero fotografia zmusza ludzi do patrzenia. Bo to też jest miasto. A rolą tego fotobloga jest pokazywać właśnie miasto - w każdym jego aspekcie.

No właśnie, miasto... Warto zmienić sposób myślenia również o mieście. Bo miasto to nie tylko piękne zabytki, estetyczne osiedla itd. To także właśnie takie miejsca, które teraz widzicie. To tak jak samochód - nawet najbardziej wypasiony model ma oprócz skórzanych siedzeń także rurę wydechową. Tymczasem my często wpadamy w pułapkę stereotypowego i schematycznego myślenia o mieście. Myśląc o Rzymie myślimy przecież o Koloseum i Watykanie, a nie o hurtowni łożysk tocznych gdzieś na przedmieściach. Tego nie ma w turystycznych folderach, żaden przewodnik też tam swojej wycieczki nie zaprowadzi. Myśląc o Paryżu myślimy o pięknych kamienicach i kawie z bagietką a nie o koszmarnych blokowiskach, gdzie co jakiś czas płoną samochody. I tu widzę ogromne pole do popisu dla fotoblogerów - to oni są w stanie pokazać miasto, całe miasto.

A może nie mam racji? Może nie warto poznawać całego miasta, a jedynie jego namiastkę, serwowaną przez biura podróży atrapę? Może właśnie takie jest pragnienie konsumentów, a jedynie paru dziwaków takich jak ja pragnęłoby czegoś więcej?

Nie wiem, sam nie wiem. Ale jako fotobloger cały czas będę pokazywał ową całość, będę szedł własną drogą, przemierzając po drodze różne dziwne zakamarki. Bo tak lubię...

PS. Widzę co najmniej trzy powody, dla których warto moim zdaniem zwiedzić hurtownię łożysk tocznych w Rzymie, magazyn nawozów sztucznych w Paryżu i sklep z oponami we Florencji. Czy Wy też je widzicie? :)

piątek, 18 lipca 2008

Warszawa-Włochy

Ten dom, stojący na rogu Chróścickiego i Rybnickiej, mógłby być prawdziwą perełką. Mógłby, ale nie jest. Rozpada się na naszych oczach.

Zawsze boli mnie, gdy widzę tego typu domy zaniedbane, zapuszczone, w stanie rozkładu. Bo to właśnie one budują tożsamość miasta i jego poszczególnych fragmentów. Nie bloki, nie nowe wille, nie osiedla za płotem, ale właśnie takie domy nadają miastu duszę.

Ten dom nie jest wypasioną secesyjną kamienicą, jest zwykłym małomiasteczkowym budynkiem. Ale czyż nie jest przez to godzien uwagi? Miejsce, gdzie stoi, to samo serce Włoch, dawnego małego miasteczka, wchłoniętego później przez rozrastającą się Warszawę. I ten dom świetnie zaświadcza o przeszłości tego miejsca, a poniekąd także o teraźniejszości, jako że Włochy aż do dziś zachowały nieco małomiasteczkowy charakter i pewną odrębność, nie dając się roztopić w ogólnowarszawskim tyglu.

Warto ten dom odnowić, tak samo warto zadbać o cały teren wokół. Kiedyś był tam prawdziwy włochowski rynek, dziś jest to smutna zaniedbana przestrzeń. Placy rewitalizacji oczywiście istnieją, a jakże. O proszę:

http://www.ud-wlochy.waw.pl/mojadzielnicawlochy/nr11/info4.html

Czy plany te uda się kiedyś zrealizować? Pozostaje trzymać kciuki...

środa, 16 lipca 2008

Ursus - urząd dzielnicy

urząd dzielnicy Ursus

Ratusz wielu ludziom kojarzy się ze starym zabytkowym budynkiem, najlepiej z wieżą i umieszczonym na niej zegarem. A jak to wygląda w Ursusie? Powiedzmy, że nieco inaczej :)

Ale ja tego czegoś wcale nie krytykuję, a wręcz uważam, że prawidłowym postępowaniem jest adaptowanie na potrzeby urzędu budynków już istniejących, a nie budowanie nowych bizantyjskich siedzib za duże pieniądze. Ratusz ursuski piękny z pewnością nie jest, ale funkcję swoją spełnia, a o to przede wszystkim chodzi. I coby nie mówić, całkiem nieźle pasuje do przemysłowego po części charakteru dzielnicy.

Urząd dzielnicy Ursus mieści się przy pl.Czerwca 1976 r., tuż obok centrum handlowego Factory. A to ostatnie miejsce to pewnie większość warszawiaków kojarzy, prawda? :)

poniedziałek, 07 lipca 2008

ursus

Tak wygląda kawałek rzeczywistości w miejscu, gdzie ulica Bohaterów Warszawy dochodzi do Placu Tysiąclecia. To miejsce urzekło mnie tym, że... niczym się nie wyróżnia. Jakiś kanciasty dom w tle, przeciętny pan z siatką i budka ze słodyczami, która jest tak typowa do bólu, że aż się prosiła, aby ją uwiecznić. Bo ja już tak mam, że uwielbiam uwieczniać zjawiska typowe i przeciętne. Sam nie wiem, dlaczego. A może dlatego zrobiłem to zdjecie, że podświadomie miałem ochotę na słodycze?

I nikt mi w tym momencie nie wmówi, że nie lubi słodyczy. Lubicie, prawda? :)

 
1 , 2