| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        
Zakładki:
1. Adres
2. Księga gości
3. Warszawa - fotoblogi
4. Warszawa w sieci
5. Inne miejscowości
6. Fotoblogi, fotostrony

*** 
Photorama's *** | Toplist

blogi

Photo Blogs - BlogCatalog Blog Directory

Stronę monitoruje stat24

Licznik liczy od 17.07.2007 r.

użytkownicy, wizyty, odsłony


Wisła i mosty

poniedziałek, 01 czerwca 2009

Wisła w Warszawa

Czy podobają się Wam tereny nadwiślane?

No dobra, nie oszukujmy się, piękne bulwary Paryża to nie są. Można oczywiście wypić tu browara (uwaga: straż miejska często się czepia), ale na romantyczny spacer we dwoje poleciłbym jednak inne miejsce. Generalnie nasz nadwiślański bulwarek to miejsce surowe, pierwotne, nieco dzikie, zdecydowanie nieugrzecznione. Czy jednak tak właśnie powinny wyglądać nadrzeczne tereny w dwumilionowym mieście w środku Europy? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam.

Tak czy owak budują tu właśnie Centrum Naukowe "Kopernik". Będzie lepiej! :)

środa, 06 maja 2009

Wisła i Most Świętokrzyski

Warszawiaku, kiedy ostatni raz byłeś nad brzegiem Wisły?

Najprawdopodobniej najczęstszą odpowiedzią na to pytanie będzie "dawno temu" lub coś w tym stylu. I trudno się dziwić, bo Warszawa od Wisły jest odwrócona plecami i odcięta ściekami komunikacyjnymi, o czym zresztą już wielokrotnie pisałem. Tu mam tylko nadzieję, że budowa Centrum Nauki "Kopernik" nad samiutką Wisłą (możliwa dzięki schowaniu kawałka Wisłostrady w tunelu) zapoczątkuje zmianę tej niekorzystnej moim zdaniem sytuacji, ale na razie jest jak jest.

Tak więc dzisiaj wrzucam taki oto widoczek z wiślanego brzegu, abyście nie zapomnieli, jak wygląda królowa polskich rzek. W tle widać oczywiście Most Świętokrzyski, o którym też już pisałem.

A swoją drogą zachmurzyło się nam w tej naszej Warszawie...

środa, 04 lutego 2009

Wisła - widok spod Mostu Poniatowskiego

Most Poniatowskiego

Wisła w Warszawie

Dziś rzeka Wisła wygląda zwyczajnie, banalnie wręcz. Ot taka mętna woda i nic więcej. Ale 27 stycznia roku pańskiego 2009 wyglądała znacznie ciekawiej.

Zdjęcia robiłem spod Mostu Poniatowskiego, który widzicie w całej okazałości na 2.zdjęciu, a o którym możecie sczczegółowo poczytać np. tutaj:

http://www.ewarszawa.com/przewodnik/obiekt/index.php?id=31

Most nie miał szczęścia do wojen, niszczono go w 1.wojnie światowej, niszczono go i w 2.wojnie. 3.wojny na szczęście nie było, amerykańskie bomby jądrowe na most nie spadły i szczęśliwie stoi on do dziś. A jeszcze w międzyczasie, w maju 1926 r., marszałek Józef Piłsudski uciął sobie na Moście Poniatowskiego pogawędkę z niejakiem Stanisławem Wojciechowskim, wówczas prezydentem Polski. Obaj panowie ewidentnie nie mogli się dogadać, więc Piłsudski się wkurzył i przeprowadził przewrót majowy. Ale to tak na marginesie. Teraz na moście straszą nie politycy, lecz latarnie przypominające szubienice.

A sama Wisła? Płynie sobie dalej, a jej brzegi wciąż wołają o pomstę do nieba, czekając na prawdziwego gospodarza oraz na zmianę mentalności warszawiaków, przywiązanych póki co do nadwiślańskich krzaków bardziej, niż niejeden polityk do swojego stołka.

Czyli nad Wisłą bez zmian...

piątek, 28 listopada 2008

Most Śląsko-Dąbrowski

Tak sobie stałem na Moście Śląsko-Dąbrowskim i cykałem foty...

Sam most zbudowany został w latach 1947-49 na ocalałych filarach zburzonego przez Niemców Mostu Kierbedzia. Nazwa mostu upamiętnia wkład Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego w powojenną odbudowę Warszawy.

Charakterystyczne dla tego mostu jest to, że torowisko tramwajowe jest położone bezpośrednio na jezdni, dlatego do niedawna Most Śląsko-Dąbrowski był przekleństwem pasażerów tramwajów, które zmuszone były stać w samochodowych korkach. Na szczęście w 2007 r. wydzielono pasy tylko dla tramwajów i tak tramwaje docierają z Placu Bankowego na Pragę zaledwie w kilka minut, a nie w pół godziny, jak to kiedyś bywało. Owszem, kierowcy samochodów, którym został tylko jeden pas, są bardzo niezadowoleni, ale skoro znaczna większość warszawiaków porusza się po mieście komunikacją miejską a nie samochodami, rozwiązanie obecne należy uznać za uczciwe i pożądane.

A za 83 lat będzie wzdłuż tej trasy śmigać metro, tak wyczytałem z gwiazd :)

niedziela, 21 września 2008

Wisła - widok z Mostu Gdańskiego

Wisła... Do dziś pozostała rzeką dziką i wszelkie próby jej ucywilizowania trafiają na gigantyczny opór materii. W efekcie nawet w Warszawie (nie licząc niewielkiego odcinka na lewym brzegu) wiślane brzegi porastają krzaki. Mi to się średnio podoba, o czym już wielokrotnie pisałem, ale i zwolenników tych krzaków, jak się okazuje, jest całkiem dużo.

W zasadzie jedyną formą regulacji Wisły na praskim brzegu są wdzierające się wgłąb rzeki betonowe ostrogi. Nie wiem dokładnie, jakie jest ich przeznaczenie - chyba chodzi o to, aby rzeka nie płynęła zbyt szerokim korytem (jeśli się mylę, to proszę mnie szybko poprawić). Jedną z tych betonowych ostróg widzicie na zdjęciu. Obecnie ostroga ta wykorzystywana jest przede wszystkim przez wędkarzy oraz... fotoamatorów. Można pójść sobie z aparatem na sam jej koniuszek i fotografować do woli - czasem nawet jakieś sensowne zdjęcie z tego wyjdzie :)

A dziś przedstawiam widok z Mostu Gdańskiego. I tak sobie myślę, że przydałoby się w tle trochę więcej tych wieżowców. Plany inwestorów są ambitne, więc może już niedługo? Tak naprawdę wszystko zależy od urzędników, którzy mogą wydać zgodę na budowę, ale równie dobrze mogą wybrzydzać i grymasić. Pożyjemy, zobaczymy...

Rośnij nam w górę, Warszawo!

wtorek, 19 sierpnia 2008

Most Świętokrzyski

Warszawa - Most Świętokrzyski

Most Świętokrzyski został oddany do użytku w 2000 r. i dosyć szybko, z uwagi na swą oryginalną architekturę, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Warszawy. Szczególnie pięknie wygląda w nocy, gdy jest podświetlony - aż muszę się przełamać i zrobić mu wtedy zdjęcie. Mam opory, bo zdjęcie Mostu Świętokrzyskiego w nocy robią wszyscy, ale czas się przełamać, bo to w końcu jest fotoblog i podstawą są zdjęcia a nie suchy opis. A na razie pokazuję zdjęcia czarno-białe, zrobione z wiślanego lewego brzegu.

Przypomina mi się wypowiedź niejakiego Michała Borowskiego, swojego czasu totalnie nieudolnego Naczelnego Architekta m.st. Warszawy (tego samego, który blokował powstawanie licznych inwestycji, zwłaszcza wieżowców), który stwierdził, że źle się stało, że Most Świętokrzyski i Most Siekierkowski wyglądają tak, jak wyglądają, bo nie pasują do innych mostów w Warszawie. To tak, jakby powiedzieć, że Teatr Wielki jest zły, bo nie pasuje do pobliskich PRL-owskich bloków, a nowoczesne pociągi też są złe, bo nie pasują do starszych pociągów, zdezelowanych i zapyziałych. Dlatego cieszy mnie niezmiernie, że pan Michał jakiś czas temu pożegnał się ze swoim stołkiem. Zresztą pan Michał oglnie nie ma ostanio dobrej passy, ze stołkiem szefa Narodowego Centrum Sportu Sportu też się ostatnio pożegnał, jego nazwisko pojawia się też w kontekście różnych podejrzanych interesów i korupcji. Ale to już temat na inną notkę. Na razie sporo ciekawych rzeczy o Michale Borowskim możecie przeczytać tu:

http://www.polskatimes.pl/stronaglowna/30818,ratusz-tropi-borowskiego,id,t.html

A wracając do mostu... Podoba się Wam?  Bo mi podoba się bardzo, na tle innych warszawskich mostów, w większości nudnych i banalnych, jest to naprawdę coś! W zasadzie to te wszystkie stare mosty są architektonicznie do bani, może oprócz Mostu Poniatowskiego, który ma sporo ciekawych rozwiązań. Ale i tak dobrze, że te wszystkie mosty są. Bo w końcu most jest przede wszystkim po to, aby po nim jeździć :)

piątek, 06 czerwca 2008

Wisła

Rzeka Wisła liczy sobie 1047 kilometrów, Warszawa leży prawie równo w połowie. Na lewym brzegu możemy podziwiać rachityczny bulwar i ruchliwą arterię tuż obok, na prawym brzegu (czyli tym praskim) królują krzaki. Czy kiedykolwiek uda się zbliżyć Warszawę do Wisły? Czy kiedyś będzie to zgodne i kochające się małżeństwo, czy też już na zawsze jedno i drugie żyć będzie w wiecznym konflicie i separacji?

Właśnie, nadwiślańskie krzaki... Krzaki mają zaskakująco wielu miłośników, nad czym osobiście boleję. Ale widać tak już musi być, że Warszawa będzie skazana na krzaki nad rzeką i ogródki działkowe w środku miasta oraz na pustki wokół Pałacu Kultury, bo tak chce lud. A wiadomo, Vox populi - vox Dei. Ja tu co prawda widzą klasyczną polską niemożność i lęk przed zmianami, ale może się mylę? Może faktycznie bez tych nadwiślańskich krzaków będziemy mieli ekologiczną katastrofę, polskie krowy przestaną dawać mleko a kury znosić jajka?

Wracając do rachitycznego bulwaru... Moim marzeniem jest zagłębienie Wisłostrady w tunelu na całym odcinku od Mostu Gdańskiego do Mostu Poniatowskiego i zabudowa sięgająca samej rzeki. Już widzę oczami wyobraźni eleganckie bulwary, urokliwe knajpki, restauracje... Na obu przegach, na tym praskim też.

Ale przyjrzyjmy się rozmowie dziennikarza "Gazety Stołecznej" z pewnym Panem Architektem. Rozmowa była o Wiśle i o tym, co z nią począć. Interesujący jest zwłaszcza ten fragment:

Prażanie chcieliby, żeby na ich nabrzeżu były miejsca spotkań czy kawiarnie.

- Te będą jednak po lewej stronie. Ale można będzie do nich popłynąć łódką, a to przyjemność. Mnie się podoba to, że praski brzeg pozostanie naturalny, choć będą tam obiekty rekreacyjne, np. termy, i nawet zimą można będzie skorzystać z jacuzzi. Natomiast całkiem inny będzie lewy brzeg. Ten kontrast może być cudem na skalę europejską.

Czyli wychodzi na to, że to jednak lud z lewego brzegu chce krzaków na Pradze, lud z prawego brzegu (czyli ten praski) już niekoniecznie. Ale wszystko wskazuje na to, że docelowo lewy brzeg ma spijać śmietankę, a mieszkańcom Pragi proponuje się przyrodniczy skansen. Nie pierwszy to przykład, gdy prawy brzeg Wisły jest przez różnych mędrków-jędrków traktowany po macoszemu. Najpierw pani Gronkiewicz-Waltz chciała zabrać stamtąd Stadion Narodowy (nie muszę chyba opisywać, jaką szansą jest stadion dla rozwoju Pragi), a teraz oferuje się mieszkańcom Pragi krzaki nad Wisłą. A jak chcą sobie wypić kawę, to niech pływają łódeczką. I to odmienne i z gruntu niesprawiedliwe traktowanie obu brzegów ktoś bezczelnie śmie nazywać "cudem na skalę europejską". Zaiste, oto cud! To tak, jakby człowiekowi uciąć prawą nogę i zachwycać się, jaki to wspaniały kontrast, jedna noga długa jak się patrzy, a druga jaka króciutka. Ot taki cud medyczny, pokłońmy głowy w zachwycie.

Ale jedno jest pewne - choćby 100 plaż nad Wisłą powstało, raczej nieprędko tam się wykąpię :)

wtorek, 13 maja 2008

most poniatowskiego - warszawa

Kiedyś pokazywałem na fotoblogu widok z mostu Poniatowskiego (widok na Wisłę), było też kolorowe ujęcie jezdni i latarni. Dziś także prezentuję jezdnię i latarnie, lecz w ujęciu czarno-białym i patrząc w stronę Pragi. Trochę zaszumione - tak to jest, jak się nie chce dźwigać statywu :)

A który z warszawskich mostów jest Waszym ulubionym?

piątek, 14 marca 2008

Tych, którzy myśleli, że będzie tu zdjęcie Kasi Cichopek, już zwłaszcza nago lub w objęciach jakiegoś przystojnego mężczyzny (albo jedno i drugie naraz), muszę niestety rozczarować. Nie będzie. Przepraszam, że Was zawiodłem. Skąd zatem ten tytuł notki? O tym będzie później.

Najpiew Wisła. Ot takie zdjęcie, zrobiłem je z Mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Może się komuś to zdjęcie spodoba, może wręcz przeciwnie, a może ktoś po prostu minie je obojętnie, aby dalej surfować po cyberprzestrzeni... Ja w każdym razie wrzucam je na fotobloga, odczuwając przemożną potrzebę pokazania go urbi et orbi.

Kiedy spacerowałem spod Zamku Królewskiego w stronę mostu, aby sfotografować Wisłę, niebo zaszło chmurami, a w oddali rozległy się grzmoty. Wiedziałem, co się stanie za chwilę, ale nie zatrzymałem się, szedłem. Szedłem, bo gnała mnie pasja. Ona kazała mi zrobić zdjęcie - takie, jakie sobie zaplanowałem i takie, które chciałem pokazać na swoim fotoblogu. Doszedłem nad samą Wisłę, zrobiłem zdjęcie i wtedy stało się to, co się stać musiało. Z nieba poleciały strugi deszczu, a ja stałem na środku mostu i nie miałem gdzie się schować, nie miałem dokąd uciec. Biegłem ciężkie metry, a deszcz zalewał mnie konsekwetnie i bezkarnie. Tylko aparat był w miarę bezpieczny, chroniony porządną torbą i schowany dodatkowo pod płaszczem. Wkrótce wyglądałem tak, jakby ktoś wylał na mnie kilka kubłów wody, przemoknięty i przemarźnięty. Ale to nieistotne. Istotne jest to, że miałem zdjęcie, że mogę je pokazać swoim czytelnikom. To było w tym wszystkim najważniejsze i najpiękniejsze, to jest właśnie pasja. To również pasja każe mi publikować zdjęcia, opisywać Warszawę i czekać z zapartym tchem na to, co też powiedzą moi czytelnicy.

Czemu właściwie o tym wszystkim piszę? Wszedłem sobie ostatnio na bloga poświęcego miastu Wrocław. Ten cały Wrocław to w ogóle ciekawe miasto jest - nie wiadomo, czy to jeszcze prowincja czy już metropolia. Dobra, przyjmijmy, że metropolia, to w końcu zawsze lepiej brzmi, a jeśli dodatkowo odpowiada prawdzie, to tym lepiej, wtedy tylko pogratulować! Aż sam muszę sobie to obejrzeć, może to już rzeczywiście metropolia?

No dobra, ale wróćmy do bloga. Blog jest zrestą OK, fajnie prowadzony i z sercem, lubię sobie tam czasem zajrzeć. I co my na tym blogu mamy? Ano w jednej z notek autorka chwali się, że doceniają ją Gazetowi admini, promują jej bloga na różnych podległych im serwisach, w tym na takim rodzynku jak Plotek.pl. Oddając autorce sprawiedliwość, przyznaję, że piszę ona o tym z lekkim przymrużeniem oka, zwłaszcza o tym nieszczęsnym Plotku. Ale trafiają się też tacy delikwenci, którzy takie promocje biorą na poważnie. A dalej pod notką wywiązuje się dyskusja, wypowiadają się inni promowani, cieszą się, tryskają humorem, tylko ja mącę tę sielankową atmosferę. Ale ja już tak mam, przecież jestem wstrętnym złośliwym trollem i nic na to nie poradzę.

A może jednak nie o zwykłe trollowanie tu chodzi? Cóż, po prostu uważam, że podstawą tworzenia fotobloga jest pasja. Pasja, o której pisałem parę akapitów wyżej. Taki jest mój pogląd, a poglądy na temat tworzenia i prowadzenia fotobloga dzielą się jak wiadomo (a jak nie wiadomo, to zaraz się dowiecie) na moje własne i błędne. I zgodnie z moimi poglądami blog musi w 100% opierać się na pasji jego autora. Każdy, kto prowadzi fotobloga, dba o niego, wciąż robi nowe zdjęcia (także w niezbyt przyjemnych "okolicznościach przyrody"), w miarę regularnie go aktualizuje, dyskutuje ze swoimi czytelnikami, ma niewątpliwie w sobie tę pasję i to jest fajne. Ale nie może w swych kalkulacjach zakładać, że osiągnie sukces, opierając się np. w 70% na swojej pasji a w 30% na dobrym humorze adminów z Gazeta.pl. Nie, tak się nie da, pasja musi być jedynym składnikiem i nie można sobie pozwolić na żadne domieszki, już zwłaszcza domieszki marnej jakości.

O owej marnej jakości zaraz będzie, na razie będzie o sukcesie. Napisałem "osiągnie sukces" - o co tu właściwie chodzi? W blogowaniu jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o oglądalność. Wielu z tych promowanych (w tym momencie zostawiam blog o Wrocławiu, teraz mówię już ogólnie) lubi mówić o tym, że promocje to świetna sprawa, że dzięki takim promocjom nagle szaleją im statystyki, zaglądają nowe osoby, czasem pojawia się więcej "komciów", ogólnie jest fajnie. Czyli osiągnęli sukces, bo mają trochę nowych twarzy i ruch na blogu. A na oglądalności niewątpliwie im zależy, bo jakby im nie zależało, to by o tym nie mówili. Ale mówią, cieszą się, gotowi są wyściskać adminów i w ogóle uważają całą ideę promocji za całkowicie słuszną i godną podziwu. Ale co potem?

A potem znów spadają statystyki, ruch się zmniejsza, kończą się "komcie", blogera dopada proza życia. A dlaczego? Bo blog nie jest oparty w 100% na pasji (ten sposób tworzenia bloga i otoczki wokół niego jest niestety żmudny i powolny, ale jakie trwałe efekty daje!), lecz opiera się częściowo na bezwartościowej domieszce, która daje efekt krótkotrwały, tak jak krótkotrwała jest budowla wziesiona z piasku. Może dotrwa do najbliższej wichury lub najbliższego deszczu, ale nic ponadto. Taka dziadowska jest ta admińska domieszka.

Domieszka... Czy może być wartościowe promowanie bloga o jakimś mieście na witrynie Plotek.pl? Załóżmy, że ktoś promuje mojego fotobloga właśnie w tym serwisie. I co z tego wynika? Raczej niewiele. Bo jeśli ktoś wchodzi na Plotek.pl, to nie poszukuje tam zdjęć Warszawy, tak samo nie szuka zdjęć Wrocławia, Poznania czy Koszalina. On szuka zdjęć Dody uchwyconej pod prysznicem przez jakiegoś natrętnego fotografa lub Kasi Cichopek całującej się namiętnie z jakimś mężczyzną, a jeszcze lepiej z kobietą (podobno jednak pani Kasia woli mężczyzn). I ja takiego materiału na fotobloga nie dostarczę, a tym samym rozczaruję kogoś, kto kliknął w link prowadzący na moje podwórko. Bo on myślał, że pod linkiem pt. "Szarość, kolejna osłona" znajdzie którąś z gwiazdek show-biznesu w najnowszej szarej kreacji, a zobaczył jakiś szary blok. Czy taki czytelnik jeszcze kiedykolwiek do mnie wróci, skoro nie dałem mu tego, czego oczekiwał?

"Poważniejsze" Gazetowe serwisy też nie są niestety lepsze. Nikt nie będzie szukał przecież zdjęć Warszawy, Krakowa czy Gdańska, kliknąwszy na artykuł mówiący o głodnych dzieciach w Czadzie lub o jakimś świrze, który w centum Bagdadu wysadził siebie i kilkunastu przechodniów przy okazji.

I cóż mamy zatem począć? Radę mam tylko jedną: Umiesz liczyć, licz na siebie. Gazetowa promocja jest dla obdarowanego niewątpliwie bardzo miła, ale zapewniam Was, iż trzeba do niej podchodzić z ogromnym dystansem, raczej ignorować, niż wpadać w zachwyt. Zamiast tego starajmy się każdego dnia robić jeszcze lepsze zdjęcia i zamieszczać jeszcze ciekawsze notki. Pomyślność naszych blogów budujmy na solidnym fundamencie, którym jest nasza blogerska pasja. Wszystko inne jest tylko nędznym substytutem, podłej jakości erzacem. A gdzie jest miejsce nędznych substytutów? Ano chyba w koszu. Oczywiście z poszanowaniem zasad recyclingu, bo to teraz jest "trendy".

Amen.

PS. Po takim długaśnym wpisie muszę odpocząć, wyjeżdżam na weekend. Następna notka w niedzielę.

czwartek, 06 marca 2008

.

Czas na kolejne ujęcie z Mostu Poniatowskiego. No sami powiedzcie, czy w naszym warszawskim niebie nie można się zakochać?

A tylko napiszecie, że nie można, to zrobię... lepsze zdjęcie. A co!

To co, można się zakochać, czy nie można? :)

środa, 05 marca 2008

.

To tylko stary dobry Most Poniatowskiego, tyle że trochę nietypowo widziany. Przynajmniej raz to nie jezdnia jest najważniejsza :)

Zastanawia mnie tylko, kto takie latarnie wymyślił. Toż to... szubienice! Oj, to chyba jakiś wielbiciel czarnego humoru musiał zrobić :)

wtorek, 04 marca 2008

.

Miało być więcej Wisły, to będzie. Dziś przedstawiam królową polskich rzek widzianą z Mostu Poniatowskiego. Sam most miał sporo pecha- oddany do użytku w 1914 roku, był niszczony podczas obu wojen światowych i za każdym razem trzeba było go odbudowywać.

Kiedy oddano do użytku Wisłę, nie wiem. Jeśli ktoś wie, kiedy powstała Wisła, to proszę śmiało meldować! :)

 
1 , 2